bractwo@caminogdansk.pl

93 1020 1811 0000 0802 0446 7296

Smak Camino można odnaleźć także w Polsce…

Są drogi, które prowadzą do celu. I są Drogi, które prowadzą do człowieka.

Camino od lat kojarzy się z Hiszpanią – z rozgrzanymi słońcem szlakami, muszlą świętego Jakuba i katedrą w Santiago de Compostela. A jednak Jego duch nie zna granic. Można go odnaleźć znacznie bliżej, na polskich ścieżkach, gdzie zamiast kastylijskich wzgórz szumi Bałtyk, pachną sosnowe lasy, a poranne mgły snują się nad jeziorami.

Przekonałam się o tym podczas ośmiodniowej pielgrzymki „Trzy Święte Góry”, prowadzonej Pomorskim Szlakiem św. Jakuba. Sześć kobiet – na weekend dołączyła do nas jeszcze siódma – wyruszyło pod przewodnictwem Elżbiety Rosiak. Większość z nich należy do Bractwa Świętego Jakuba Apostoła w Gdańsku, ale już pierwszego dnia przestało mieć znaczenie, kim jesteśmy na co dzień. Na Drodze wszystkie byłyśmy po prostu pielgrzymkami.

Ruszyłyśmy ze Smołdzina. Przez świętą Górę Rowokół, Rowy, Ustkę, Duninowo, Dolinę Charlotty, Słupsk, Sławno, Krąg, Polanów, świętą Górę Polanowską, Karsinkę, Wyszewo i dotarłyśmy do Koszalina, kończąc wędrówkę na świętej Górze Chełmskiej. Blisko dwieście kilometrów. Dwieście kilometrów kroków, rozmów, ciszy, zmęczenia, śmiechu i zachwytu.

Droga postanowiła pokazać nam cały swój charakter.

Było słońce, które miękko otulało ramiona. Był wiatr delikatny jak szept, muskający twarz z czułością, po to tylko, by kilka godzin później zamienić się w nieokiełznany żywioł. Były ulewy tak intensywne, że deszcz zdawał się przenikać nie tylko ubranie, ale i kości. Były sztormowe podmuchy nad klifami, gdy Bałtyk ryczał pod naszymi stopami, a każdy krok wymagał pełnej uwagi. Tylko śnieg i mróz postanowiły zostawić nas w spokoju.

Po raz pierwszy szłam Camino w Polsce. I po raz pierwszy szłam Camino w grupie.

To było doświadczenie zupełnie inne od tego sprzed trzech lat, kiedy samotnie wyruszyłam z Poznania i przez Polskę, Niemcy, Francję dotarłam aż do Santiago. W samotnym pielgrzymowaniu każdy dzień zaczyna się od pytań: gdzie będę spać, co zjem, którędy pójdę, czy zdążę przed zmrokiem? Każda decyzja należy wyłącznie do ciebie. Każda decyzja to wyrok, który może przedwcześnie zakończyć Drogę.

Tym razem mogłam pozwolić sobie na luksus rzadko spotykany – mogłam po prostu iść. Ela brała na siebie wszystkie sprawy organizacyjne, a ja mogłam w pełni zanurzyć się w Drodze. Patrzeć. Słuchać. Czuć.

Bo Camino nie wymaga nieustannego mówienia.

Można iść razem i jednocześnie osobno. Można rozmawiać godzinami albo przez wiele kilometrów nie wypowiedzieć ani jednego słowa. Można znaleźć własny rytm kroków, własny oddech, własne myśli. Mała grupa daje niezwykły dar – obecność bez narzucania się. Bliskość bez utraty wolności. Wspólnotę, która niczego nie oczekuje.

Pomorze zachwycało na każdym kroku.

Las pachniał nagrzaną żywicą i mokrym mchem. Pola kłosów falowały pod podmuchami wiatru niczym złotcisto -zielone morze. Piaszczyste ścieżki prowadziły między zbożami, a nadmorskie wydmy otwierały przestrzeń, w której człowiek staje się tylko małym punktem wobec ogromu natury. Morze raz błyszczało spokojnym błękitem, innym razem przybierało stalową barwę i pokazywało swoją nieokiełznaną siłę.

Po drodze spotykałyśmy lisy, zające, bociany, sarny i majestatyczne jelenie. Były też moje ukochane krówencje, które zawsze potrafią zatrzymać mnie choćby na chwilę, psy witające nas szczekaniem i koty przeciągające się leniwie na progach domów.

A potem byli ludzie.

To oni okazali się jednym z najpiękniejszych darów tej pielgrzymki.

Ela zna tutaj niemal każdą drogę i niemal każdego człowieka. Dzięki niej otwierały się przed nami stare drewniane kościoły pachnące żywicą, wiekiem i modlitwą. Wchodziliśmy do maleńkich kaplic, które zdawały się ukrywać przed światem. Zapraszano nas do domów, gdzie na stołach czekały domowe obiady, kawa, jeszcze ciepłe ciasta i mleko prosto od krowy.

To była gościnność, której nie da się kupić.

Ale karmiła nas nie tylko ludzka dobroć.

Karmiła nas również sama Droga.

Jakby wiedziała, czego potrzebują pielgrzymi. Przy ścieżkach dojrzewały wiśnie, czereśnie, maliny, poziomki, jagody i agrest. Czasem wystarczyło wyciągnąć rękę, by poczuć smak lata. Słońce zamknięte w owocach smakowało lepiej niż najwymyślniejszy deser.

Szlak świętego Jakuba był dobrze oznakowany, choć niektóre odcinki pozostawiały niedosyt. Zdarzało się, że prowadziły ruchliwymi drogami, podczas gdy kilka metrów dalej istniały ścieżki znacznie piękniejsze i bezpieczniejsze. Ela pokazywała nam alternatywy – drogi wzdłuż kanałów, przez lasy i pola, czasem wymagające przedzierania się przez wysokie pokrzywy, ale wynagradzające każdy trud.

W takich chwilach myślałam, że szlaków nie powinno wytyczać się zza biurka. Trzeba je przejść. Powoli. Wielokrotnie. Dopiero wtedy naprawdę poznaje się Drogę.

Jeśli miałabym wskazać jedno miejsce, które najmocniej poruszyło moje serce, byłaby to święta Góra Polanowska.

Nie potrafię jej opisać.

Są miejsca, których nie da się zamknąć w słowach. Można jedynie stanąć. Zamilknąć. Oddychać. I pozwolić, by wydarzyło się coś, czego rozum nie potrafi nazwać.

Najbardziej niezwykły nocleg spędziłam w XV-wiecznym Zamku Rycerskim w Krągu. Wieczorem leżałam na łóżku, patrząc przez okno na wzburzone wody Jeziora Zamkowego. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas przestał istnieć, a świat zwolnił tylko po to, by pozwolić mi zapamiętać ten obraz.

A najpiękniejszy dzień?

Trasa wzdłuż klifu z Rowów do Ustki.

Wiatr osiągał siłę huraganu. Piasek wciskał się wszędzie – do oczu, uszu, włosów i kieszeni. Smagał twarz tysiącami drobnych ziaren. Morze ryczało z całą swoją potęgą, a my walczyłyśmy o każdy krok, o każdy metr do przodu. Byłyśmy jak małe mrówki wobec potęgi żywiołu, niemal niewidoczne, ale jednocześnie niezwykle wolne.

Bo właśnie taka jest Droga.

Nigdy nie jest idealna.

Nigdy nie jest łatwa.

Ale właśnie dlatego zostaje w sercu.

Dziękuję Wam, Dziewczyny.

Za każdy wspólny krok. Za rozmowy, które zostaną ze mną na długo. Za chwile ciszy, w których nie trzeba było niczego tłumaczyć. Za śmiech, zmęczenie, wzruszenia i obecność.

Camino uczy, że najważniejsze nie jest to, dokąd dochodzisz.

Najważniejsze jest to, kim stajesz się w Drodze.

Buen Camino

Ewa Olszewska

Szukaj

Wpisy

  • Trzecia pielgrzymka alternatywnym szlakiem św. Jakuba – z Zielenicy do Komorowa
    Trzecia pielgrzymka alternatywnym szlakiem św. Jakuba – z Zielenicy do Komorowa

    Po raz trzeci wyruszyliśmy alternatywnym szlakiem jakubowym, prowadzącym od kapliczki św. Jakuba Apostoła w Zielenicy do Komorowa. Tegoroczna pielgrzymka połączyła wędrowanie, modlitwę, historię i wspólne świętowanie podczas Biesiady Historycznej, a naszym udziałem chcieliśmy również wesprzeć renowację najstarszego kościoła na Pomorzu Zachodnim. Na miejsce zbiórki przy kapliczce św. Jakuba w Zielenicy przybyło 15 osób. Kilkanaście minut…

  • Siódma pielgrzymka ze Świętej Góry Polanowskiej do Karsinki już za nami
    Siódma pielgrzymka ze Świętej Góry Polanowskiej do Karsinki już za nami

    Po raz siódmy pielgrzymi wyruszyli ze Świętej Góry Polanowskiej do Karsinki. Tegoroczna pielgrzymka zgromadziła aż 42 osoby – wśród nich całe rodziny z dziećmi. Bardzo cieszy nas tak liczna obecność i to, że z każdym rokiem pielgrzymia wspólnota się powiększa. Jak zawsze byli z nami stali bywalcy, ale nie zabrakło również osób, które po raz…

  • Pielgrzymka Jakubowa na XIII Komorowską Biesiadę Historyczną
    Pielgrzymka Jakubowa na XIII Komorowską Biesiadę Historyczną

    8 sierpnia 2026 r. zapraszamy wszystkich miłośników Camino, pielgrzymowania i historii na wyjątkową Pielgrzymkę Jakubową Pomorską Drogą św. Jakuba z Zielenicy do Komorowa, połączoną z udziałem w XIII Komorowskiej Biesiadzie Historycznej. To doskonała okazja, by przejść fragmentem Pomorskiej Drogi św. Jakuba, wspólnie modlić się podczas Eucharystii oraz spędzić dzień w niezwykłej atmosferze jednego z najciekawszych…

Kategorie